Im dłużej jednak mieszkam na Wyspach, tym mniej mnie to dziwi. W obliczu egzotycznych piękności z całego świata, te Angielki, które nie mogą pozwolić sobie na chirurgiczną brzytwę, chwytają się innych sposobów.
Student na obczyźnie

Właśnie obejrzałem "Ran" Kurosawy i jestem pod wrażeniem matematycznie wymierzonych kadrów, grającej na nerwach muzyki, precyzyjnego montażu. Jeśli miałbym opisać ten film w metaforach kulinarnych, użyłbym figury rosołu (choć zupa miso pewnie byłaby lepsza): czysty, esencjonalny, chwilami może za tłusty i za dużo makaronu psującego ascetyczną strukturę, za to z ożywczymi kawałkami scen bitewnych (nie marchewek); choć smutny (tak!), to pokrzepiający.